Proza

Dzieci ulicy, kurwa jaki to rzewny slogan.

 

Mamy swoje ulice, nie tylko dzieciaki, które podpierdalają cukierki zza monopolowej lady. Mniejsze, większe, ciche, albo główne miejskie arterie, męczą lub dają odpocząć - cytując klasyka.

Urodziłem się na Szpitalnej, koczowałem na Matejki, wychowałem na Kościuszki, a po opuszczeniu matki i ojca, zamieszkałem przy Ofiar Katynia.

Dzisiaj mieszkam na Jagiellońskiej, gdzie nie działa bojler, a na turystyczną kuchenkę cieknie woda. Ale ulica jest w porządku. Pierdolony mobilny styl życia sprawi, że jeszcze do niejednej ulicy będę musiał przywyknąć. Jeśli miałbym wskazać drogę, którą darzę największym sentymentem

postawiłbym na aleję Kraśnicką. Brzydka, nudna i kurewsko długa. Albo może inaczej - brzydka, długa i kurewsko nudna. Poszukaj byku tego wygwizdowa na zumi. Tesco, szpital wojewódzki, mpk-a i kulowskie akademiki.

Panorama, która zapiera dech w piersiach.

Jeśli wjedziesz tędy do miasta, jest jeszcze ewakuacyjna dróżka. Możesz spierdolić w lewo w Nałęczowską, choć to jak trafić z deszczu pod rynnę.

Aleja Kraśnicka, przez niedoszłych intelektualistów zwana ulicą Kraśnickiej ( Who the fuck is Kraśnicka?), mekka samobójców oraz mleczarzy wiozących kefiry z Kraśnika. Zbyt dużo asfaltu wznieca ułańską fantazję u entuzjastów ciężkiej nogi i czarnego humoru.  

Ulica może być dobrą metaforą. Życia. Metafor tego zjawiska nie brakuje. Życie jest jak Kraśnicka - długa, brzydka, prosta i chuja ma do pokazania.

Życie jest jak ulica, wchodzisz i schodzisz, bo tak trzeba. I tak można wymyślać złote myśli do pierdolonej śmierci.

 

Ulicznice, uliczne gangi, ulica sezamkowa, amerykańskie avenue, symbolika bogata jak koszyka wielkanocnego. Do każdej ulicy trzeba przywyknąć.

To jak mieszkanie, m 1000, w którym spotkamy sąsiada alkoholika, sąsiadkę rozwódkę i jej dzieci, które tęsknią za ojcem widzianym ostatnio

przy chrzcinach. Oswajamy się z naszymi ulicami, poznajemy boczne aleje, skróty i bramowe przejścia, w których nie stoją dilerzy.

 

 

Słyszałem ostatnio, że poezja powinna wyjść na ulicę. To pewnie jakaś metafora. Poezja i wychodzenie, świetna personifikacja

artystów spod saloniku prasowego, zaczytanych w newsweeku i uważam rze, inaczej kurwa pisane. Poezja powinna już przede wszystkim nigdzie nie wchodzić.

Na ulicę? Nikt by jej tam nawet nie zauważył. Poezja powinna nadal siedzieć w klasztornej celi i przykładać sobie lusterko do twarzy.

Po co ulicy poezja?!

To jak rozrysować skazańcowi siedzącemu na krześle elektrycznym, jego plan spłaty kredytu i czekać na entuzjazm. Jakby ulica chciała poezji, wystarczyłoby spytać lokalnego chlejusa co myśli o życiu. Po co zaraz kupować tomik od jakiegoś pozera pijącego colę z whiskey?

 

Dużo w życiu głupot słyszałem. Robert Mateja miał zostać mistrzem świata, zimy miało nie być, a cukier powinien być dziś towarem luksusowym

po dychę. Ale, żeby poezja miała wyjść na ulicę, to wyjątkowo zabawny pogląd.

 

To może chociaż proza?

 

Ona już tutaj jest, tego nie można nadać, ani odebrać.

 

 

 

 

Komentarze (10)

    • . .
    • 20 stycznia 2012, 12:33:20

    Ale pojechałeś :)) Niesamowita jazda! ;)Tego tekstu się nie czyta - przez niego się płynie, jakby w poduszkowcu, ale z turbodoładowaniem ;). I przy okazji trąca duchem poety, bo niby prozacka żyleta, ale nie wolna od świetnych, poetyckich odniesień. Ode mnie duży uznan! Dobra robota! Pozdrawiam :)

  • tylko trochę ortografię (np.spod zamiast z pod)poprawić,nie?

  • się robi :)

  • Wymiatasz!!! :]]

  • popłynąłeś a ja płynę z każdym zdaniem. Krzysiek - gorąca prośba. Zostań na tej Kraśnickiej czy innej lubelskiej chwilkę dłużej. I obserwuj!!!

  • Hehe Michale :)))
    Damianie :)))

    Fajnie, że mam tu kilku ziomów, którzy trawią te klimaty :)

  • Nic ciekawego

  • Internet dowieźli? :)

    • Tomek .
    • 22 stycznia 2012, 10:26:03

    hehe

  • No i piknie! Widzisz, mówiłam Ci. Proza się opłaca. Można z nią wyjść na ulicę;).

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się